Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Tu dzielimy się wrażeniami na temat nowych, a także starych komiksów spod znaku Disneya.

Re: Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Postprzez WDCmaniak » Pt wrz 14, 2012 9:57 pm

Mam nadzieję, że powyższa wypowiedź faktycznie reprezentuje Twoje poglądy, bo chciałbym się z nimi nie zgodzić.
Od tego jest forum. Wiem jednak, żę mój post z "recenzją" CBL został potraktowany przez niektórych całkowicie na serio, przez co jestem zmuszony stwierdzić, że nie wywiązał się z zadania, jakim było wskazanie pewnego problemu w naszym fandomie :(.
To też. Ale mimo wszystko ja wolę tę "bieżącą egmontowską papkę" od różnych wątpliwej jakości wykopalisk. Tak już mam, że sztampową historyjkę kwituję wzruszeniem ramion i zaraz zapominam, a infantylną fabułą jestem zażenowany przez miesiąc. A niestety większość historyjek z rysunkami Murry'ego jest właśnie infantylna do bólu.
Sztampę można zarzucić właśnie Fallbergowi - pijaczynie, który był scenarzystą komiksów Murry'ego. Zauważ, że w ich serialach z WDCS akcja zawsze buduje się w ten sam sposób. Na pochwałę zasługują za to sposoby wykorzystania postaci: Miki, zachowując wprawdzie białą koszulę, został wyciągnięty ze swojego domku na przedmieściach i ponownie został wprowadzony do świata przygód; Goofy tymczasem udowodnił, że jest dla niego najlepszym sidekickiem.
Rozumiem, że przeżywasz infantylne fabuły; mnie akurat dotykają naciągane. W nowoczesnym nurcie egmontowskim dba się o to, by założenie było możliwe do przełknięcia, by główny problem był dość przyziemny, ale metoda jego realizacji jest dowolna, przez co autorzy często uciekają się do rozwiązań skrajnie urojonych, bez oparcia w rzeczywistości. Brak naturalności nie pozwala na właściwy przekaz pozytywnych zachowań.
Po pierwsze, ocenianie czyjejś twórczości przez pryzmat tego jej wycinku, z którym miało się bezpośredni kontakt, uważam za bardzo uczciwe. Wolę polemizować z taką osobą niż z kimś, kto powołuje się wyłącznie na opinie innych lub jakieś internetowe rankingi (nie wskazuję nikogo palcem!). Po drugie, nie powinno się z góry zakładać, że rozmówca czegoś nie zna.
Nie założyłem nic a priori.
Ale boli mnie, że takie osoby pojawiają się w fandomie. Że nie mają rozwiniętej dociekliwości i nie chcą poznawać nic więcej, sądząc że świat kończy się na polskich wydaniach. Dobór historyjek przez redakcję to wielce odpowiedzialne zadanie - trzeba zakładać, że ktoś te komiksy czyta, nie tylko my. Nie można przyjmować podejścia "czytałem Donald Duck finds pirate gold, więc wiem kim jest ten cały Barks".

Czy "Klub przyjaciół Myszki Miki" psuje wyobrażenie świadomości zbiorowej o klasycznych postaciach?
Tak. Przez KPMM uciera się wizerunek postaci infantylnej, zamykając drogę na dotarcie do wyjątkowości i cech, dzięki którym MM wyróżnia się na tle postaci z innych produkcji. Myszon ma więcej do zaoferowania światu.
Ludzie nie są idiotami i rozumieją, że tę samą markę można sprzedawać odbiorcom w różnym wieku.
Ludzie potrzebują ukierunkowania, gdyż bardzo często podłapują jedną opinię, by mieć wyrobione zdanie na jakiś temat. Marka Disneya jest w naszym społeczeństwie - w świadomości zbiorowej - znana tak naprawdę wyłącznie za sprawą filmów.
Potrzebujemy wyraźnego oddzielenia KOMIKSÓW Z POSTACIAMI DISNEYA od KOMIKSÓW DISNEYOWSKICH
Rzeco?
Są pewne granice. MiD jest przykładem budowania czegoś od zera, bez patrzenia w dorobek historyczny. Jestem zdania, że istnieje kanon komiksów Disneya i nie potrzebujemy historyjek, które jedynie będą wykorzystywać, w nowy-nowoczesny sposób, disneyowskie postaci. Komiks disneyowski musi zawierać pierwiastek X, na który składają się oryginalność, narracja, sposób prowadzenia postaci, natura i wniosek, który czytelnik musi samodzielnie wyprowadzić.
Oto komiks z postaciami Disneya: KLIK. Czy jest to komiks disneyowski? Nie. Czy dlatego że nie został stworzony przez zawodowca? Nie, doskonale wiemy że fanów stać na wyśmienite historyjki.

Co w takim razie postulujesz? Żeby KD formą i zawartością zaczął przypominać komiksy wydawane swego czasu przez Gemstone? Przecież doskonale wiesz, jak to się skończyło.
Wiem jak skończyła się era Gladstone. WDC 601-633, na których później oparto linię Gemstone, były wydaniami dla kolekcjonerów i nie miały żadnych szans na przetrwanie.
Nie jest Ci obcy fenomen pocketów. Widzę publikację, która skupiałaby się na komiksach klasycznych i nie miałaby gadżetowej otoczki. Jestem przekonany, że przy odpowiedniej promocji, czystość formy, a zwłaszcza narracji, przekonałaby wielu nabywców. Musi się po prostu zrobić głośno. Trzeba pokazać, że klasyczne postaci disneyowskie mają inne życie, poza filmowym. Trzeba skierować się ku człowiekowi, zademonstrować jak najlepiej związki między naturą kaczą a ludzką. Donald nie może dalej egzystować jako dodatek do gadżetu.
Prawdziwym problemem jest jednak zachęcenie dziś kogokolwiek do czytania i sytuacja na całym rynku wydawniczym. Zły stan nie jest jednak powodem do uciekania się do tanich chwytów.

Poza tym pisząc o "kaczorach-ziomalach" kierujesz się jakimś wmówionym sobie stereotypem, który raczej nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości.
Jak bardzo towarzyszącym pismem jest obecnie KD? Czemu mają służyć rubryki pozakomiksowe, których problem omówiłem już chyba w maju? Dlaczego okładki przypominają dziś te z czasów "jedwabistego ziomala"? Czy potrzebujemy podstarzania siostrzeńców, by byli bliżej górnej granicy wiekowej targetu, a dla młodszych stanowili wzorzec do naśladowania (przykład drugi)? Czy aby na pewno możemy jeszcze mówić o aspekcie dydaktycznym tych komiksów?
edit: Czy strona KD nie ma ziomalskich akcentów? Czemu mają służyć "re-micksy" wykorzystujące obrazy ze starych animacji?

Młody_McKwacz napisał(a):Hmm, Kaczory-ziomale chyba nie mają w sobie nic złego. Osobiście twierdzę, iż liczba osób, która zrezygnowała z zakupu = liczba osób, która zdecydowała się na zakup. Ale to tylko moje teorie, które nie mają żadnego podparcia.
Kaczory-ziomale są na tapecie, na okładce, ten wizerunek jest zapamiętywany.

PS Taniej w Tesko?
Okazje czyhają na każdym kroku, wystarczy się rozejrzeć. Przy każdym przecenionym produkcie, powinniśmy wzdychać i dziękować za przywilej nabycia danego artykułu taniej. Wzrasta nasze poczucie własnej wartości, wszak na tę konkretną okazję załapie się niewiele ludzi, czujemy się wybrańcami losu. Następnie rodzi się pycha... :arrow: Niestety, z moich źródeł wynika, że prasa chodzi po cenach okładkowych.
Avatar użytkownika
WDCmaniak
 
Posty: 509
Dołączył(a): So mar 22, 2008 5:42 pm
GG: 0

Re: Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Postprzez lis » So wrz 15, 2012 3:48 pm

WDCmaniak napisał(a):Rozumiem, że przeżywasz infantylne fabuły; mnie akurat dotykają naciągane. W nowoczesnym nurcie egmontowskim dba się o to, by założenie było możliwe do przełknięcia, by główny problem był dość przyziemny, ale metoda jego realizacji jest dowolna, przez co autorzy często uciekają się do rozwiązań skrajnie urojonych, bez oparcia w rzeczywistości. Brak naturalności nie pozwala na właściwy przekaz pozytywnych zachowań.

Pisząc o infantylności miałem na myśli właśnie naiwność (czy wręcz niedorzeczność) pewnych rozwiązań fabularnych. Uważam, że ten problem jest mniej zauważalny w obecnie tworzonych historyjkach.

WDCmaniak napisał(a):
Czy "Klub przyjaciół Myszki Miki" psuje wyobrażenie świadomości zbiorowej o klasycznych postaciach?
Tak. Przez KPMM uciera się wizerunek postaci infantylnej, zamykając drogę na dotarcie do wyjątkowości i cech, dzięki którym MM wyróżnia się na tle postaci z innych produkcji. Myszon ma więcej do zaoferowania światu.

No to tu będziemy się pięknie różnić, bo wg mnie to wspaniale, że Disneyowi udało się obsadzić klasyczne postacie w nowych rolach. KPMM jest nie tylko wartościowym produktem dla najmłodszych widzów; buduje u nich również świadomość marki (tj. postaci). A to nie tylko wpływa pozytywnie na sprzedaż gadżetów, ale otwiera furtkę do innych inicjatyw z Mikim, Donaldem i Goofym w przyszłości.

WDCmaniak napisał(a):Są pewne granice. MiD jest przykładem budowania czegoś od zera, bez patrzenia w dorobek historyczny.

Przepraszam, ale muszę o to zapytać: czytałeś w ogóle komiks, o którym dyskutujemy? Bo te historyjki z MID są bliższe disnejowskiemu standardowi niż niejedna włoska historyjka z pocketów.

WDCmaniak napisał(a):Jestem zdania, że istnieje kanon komiksów Disneya i nie potrzebujemy historyjek, które jedynie będą wykorzystywać, w nowy-nowoczesny sposób, disneyowskie postaci. Komiks disneyowski musi zawierać pierwiastek X, na który składają się oryginalność, narracja, sposób prowadzenia postaci, natura i wniosek, który czytelnik musi samodzielnie wyprowadzić.

A ja uważam, że radykalna zmiana w sposobie opowiadania, przy jednoczesnym dochowaniu wierności ustalonym charakterom postaci, mogłaby wyjść komiksom Disneya na dobre. Oczywiście nie chodzi mi o zmianę na wszystkich frontach, ale z otwartymi ramionami przyjąłbym jakąś nową, lekko wywrotową serię. Na przykład dla postaci z Looney Tunes bardzo odświeżające okazało się przyjęcie konwencji sitcomu (BTW, serialik leci na Polsacie w weekendowe poranki - polecam!).

WDCmaniak napisał(a):Oto komiks z postaciami Disneya: KLIK. Czy jest to komiks disneyowski? Nie. Czy dlatego że nie został stworzony przez zawodowca? Nie, doskonale wiemy że fanów stać na wyśmienite historyjki.

Przecież to jest żart rysunkowy, satyra osoby z zewnątrz na disnejowski świat. Równie dobrze mógłbyś się powołać na komiksy z Dolanem lub Puchałke.

WDCmaniak napisał(a):Nie jest Ci obcy fenomen pocketów. Widzę publikację, która skupiałaby się na komiksach klasycznych i nie miałaby gadżetowej otoczki. Jestem przekonany, że przy odpowiedniej promocji, czystość formy, a zwłaszcza narracji, przekonałaby wielu nabywców. Musi się po prostu zrobić głośno.

Też wydaje mi się, że skoro na rynku jest miejsce na trzy serie pocketowe, znalazłoby się takowe również dla klasycznych historyjek. I to mimo niepowodzenia KzK. Myślę, że wszyscy się zgodzimy, iż w kwestii promocji tamtego magazynu można było zrobić dużo więcej.

WDCmaniak napisał(a):Prawdziwym problemem jest jednak zachęcenie dziś kogokolwiek do czytania i sytuacja na całym rynku wydawniczym. Zły stan nie jest jednak powodem do uciekania się do tanich chwytów.

Jesteś idealistą. Nie ma w tym oczywiście nic złego, ale wydawca musi na sprawę bardziej przyziemnie i iść na różne kompromisy, jeśli chce utrzymać tytuł na rynku.

WDCmaniak napisał(a):Dlaczego okładki przypominają dziś te z czasów "jedwabistego ziomala"?

Serio?

WDCmaniak napisał(a):Czy potrzebujemy podstarzania siostrzeńców, by byli bliżej górnej granicy wiekowej targetu, a dla młodszych stanowili wzorzec do naśladowania (przykład drugi)? Czy aby na pewno możemy jeszcze mówić o aspekcie dydaktycznym tych komiksów?

Zajrzyj do środka magazynu, a przekonasz się, że dydaktyzmu w tych komiksach jest pod dostatkiem.

WDCmaniak napisał(a):edit: Czy strona KD nie ma ziomalskich akcentów?

Są akcenty deskorolkowo-hiphopowe. Mi też nie podoba się Kaczor Donald w bojówkach, ale nie uważam, żeby było w tym od razu coś niewychowawczego.
Osoby odpowiadające za projekt strony czy wnętrza magazynu mają zupełnie inne kryteria oceny atrakcyjności grafik i starają się stworzyć coś, co w ich oczach będzie atrakcyjne dla młodego czytelnika. Nie zarzucałbym im złej woli, raczej brak rozeznania.

WDCmaniak napisał(a):Czemu mają służyć "re-micksy" wykorzystujące obrazy ze starych animacji?

Też się nad tym zastanawiam. Przy okazji: widziałeś tę parodię równie okropnej serii Disney's Blam? Jeju, jakie to celne.
Avatar użytkownika
lis
administrator
 
Posty: 1137
Dołączył(a): So lis 20, 2004 8:03 pm
Lokalizacja: Kielce
Imię: Mateusz
GG: 3889388

Re: Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Postprzez Scarpomaniak » N wrz 16, 2012 12:53 pm

lis napisał(a):
WDCmaniak napisał(a):Są pewne granice. MiD jest przykładem budowania czegoś od zera, bez patrzenia w dorobek historyczny.

Przepraszam, ale muszę o to zapytać: czytałeś w ogóle komiks, o którym dyskutujemy? Bo te historyjki z MID są bliższe disnejowskiemu standardowi niż niejedna włoska historyjka z pocketów.

Z tym się zgodzę, że jeżeli dwie pierwsze historyjki z tego magazynu są robione przez ludzi, którzy większego dorobku w komiksach Disneya, jedynie scenarzystka napisała kilka raczej słabych komiksów z Donaldem, za to długi 12-stronnicowy komiks jest zrobiony przez bardzo dobrego scenarzystę włoskiego, którego wiele znakomitych komiksów było w tomikach, a rysunki - w pierwszych dwóch komiksach raczej słabe, a w ostatnim lepsze niż w niejednym komiksie w KD.
Więcej przeczytacie w mojej recenzji
lis napisał(a):A ja uważam, że radykalna zmiana w sposobie opowiadania, przy jednoczesnym dochowaniu wierności ustalonym charakterom postaci, mogłaby wyjść komiksom Disneya na dobre. Oczywiście nie chodzi mi o zmianę na wszystkich frontach, ale z otwartymi ramionami przyjąłbym jakąś nową, lekko wywrotową serię. Na przykład dla postaci z Looney Tunes bardzo odświeżające okazało się przyjęcie konwencji sitcomu (BTW, serialik leci na Polsacie w weekendowe poranki - polecam!).

Inny przykład to "Scooby Doo i Brygada Detektywów"
lis napisał(a):
WDCmaniak napisał(a):Nie jest Ci obcy fenomen pocketów. Widzę publikację, która skupiałaby się na komiksach klasycznych i nie miałaby gadżetowej otoczki. Jestem przekonany, że przy odpowiedniej promocji, czystość formy, a zwłaszcza narracji, przekonałaby wielu nabywców. Musi się po prostu zrobić głośno.

Też wydaje mi się, że skoro na rynku jest miejsce na trzy serie pocketowe, znalazłoby się takowe również dla klasycznych historyjek. I to mimo niepowodzenia KzK. Myślę, że wszyscy się zgodzimy, iż w kwestii promocji tamtego magazynu można było zrobić dużo więcej.

Według mnie, żeby wprowadzić taką serię potrzeba:
1. Reklamy w KD oraz (to najważniejsze) w Gigantach i reszcie
2. Reklama we zwykłych serwisach komiksowych
3. Mniejszy nakład/bardziej dopasowany na rynku
4. Dużo reklam na profilu komiksów GIGANT na FB!
I wcale nie potrzeba do tego kampanii reklamowej w telewizji. Według mnie odpowiednia cena to byłoby 80 stron za 10-12 złotych.
lis napisał(a):
WDCmaniak napisał(a):Dlaczego okładki przypominają dziś te z czasów "jedwabistego ziomala"?

Serio?

Ostatnio okładki się bardzo, bardzo poprawiły. Ostatnio jest bardzo mało niemieckich okładek (a jak już są to nie są najgorsze).
Jeden z ostatnich wojowników na polu popularyzacji komiksów Disneya w Polsce.
Prowadzi bloga Kacza Agencja Informacyjna, w którym informuje o komiksach Disneya wydawanych w Polsce i na świecie.
Ma nadzieję, że nastaną lepsze czasy dla komiksów Disneya.
Avatar użytkownika
Scarpomaniak
Pan tłumacz
 
Posty: 2472
Dołączył(a): Pn mar 23, 2009 2:48 pm
Lokalizacja: Polska
Imię: Radosław
GG: 0

Re: Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Postprzez WDCmaniak » N wrz 16, 2012 8:39 pm

lis napisał(a):
Są pewne granice. MiD jest przykładem budowania czegoś od zera, bez patrzenia w dorobek historyczny.
Przepraszam, ale muszę o to zapytać: czytałeś w ogóle komiks, o którym dyskutujemy? Bo te historyjki z MID są bliższe disnejowskiemu standardowi niż niejedna włoska historyjka z pocketów.
Nie mam zamiaru dokładać się do finansowania kieszeni wielce szanownego wydawcy. Sklejenie Minnie i Daisy jest sztucznym pomysłem. W większości komiksów disneyowskich nie znajdziemy żadnego wskazania, by Minnie i Daisy były rzeczywiście najlepszymi przyjaciółkami. Schemat ten może i sprawdzano w przeszłości, ale chyba wszyscy wiemy, że panie nie mają wystarczającego potencjału na role pierwszoplanowe.
Zajrzyj do środka magazynu, a przekonasz się, że dydaktyzmu w tych komiksach jest pod dostatkiem.
Ale nie powinien to być dydaktyzm podany na wierzchu. Sam piszesz o "nisko przelatujących morałach". Do mądrości płynącej z historyjki czytelnik powinien dotrzeć samodzielnie, a nie przez oczywiste wskazania w fabule.
A zresztą - mógłbym nawet przyjąć postawę "inducks mówi mi, że mam kilka komisków tych twórców, o ile dobrze pamiętam żaden mi się nie podobał :arrow: wiem o twórcy wszystko, nie muszę czytać nowego pisemka, by się przekonać że zobaczę coś dobrego".

Mi też nie podoba się Kaczor Donald w bojówkach, ale nie uważam, żeby było w tym od razu coś niewychowawczego.
Nie powiedziałem, że to niewychowawcze. Obchodzi mnie, dlaczego Donald musi te bojówki nosić i co takiego odpychającego wg. marketingowców jest w standardowym marynarskim wdzianku.

KPMM jest nie tylko wartościowym produktem dla najmłodszych widzów; buduje u nich również świadomość marki (tj. postaci). A to nie tylko wpływa pozytywnie na sprzedaż gadżetów, ale otwiera furtkę do innych inicjatyw z Mikim, Donaldem i Goofym w przyszłości.
Moim zdaniem wizerunek kolorowego Mikiego, nazbyt przyjaznego najmłodszym, zamyka drogę do poznawania go w innych formach. Zostaje on zapamiętany jako bohater o ograniczonej roli. Niczym sobie nie zasłużył na takie przeznaczenie.

A ja uważam, że radykalna zmiana w sposobie opowiadania, przy jednoczesnym dochowaniu wierności ustalonym charakterom postaci, mogłaby wyjść komiksom Disneya na dobre. Oczywiście nie chodzi mi o zmianę na wszystkich frontach, ale z otwartymi ramionami przyjąłbym jakąś nową, lekko wywrotową serię. Na przykład dla postaci z Looney Tunes bardzo odświeżające okazało się przyjęcie konwencji sitcomu (BTW, serialik leci na Polsacie w weekendowe poranki - polecam!).
Disney już sam przeszedł wiele radykalnych zmian prezentacji swoich klasycznych postaci. Rewolucyjne były "Kacze Opowieści", gdzie zaprzepaszczono potencjał Sknerusa. Równie rewolucyjna była "Kacza Paczka" (swoją drogą, też z siostrzeńcami w starszym wieku). Tak samo Doniek, czy seria z dzieciakami, którą znam z "Komiksowa". Mógłbym podać jeszcze przykłady włoskich wynalazków, za którymi, jeśli poprawnie wnioskuję z powyższych postów, nie przepadasz. Zmian już dokonywano i nie wyszły one na dobre. Oficjalnie się nie przyjęły, ale patrząc np. na wynalazki właśnie z Włoch, można odnieść wrażenie, że każdy robi komiksy po swojemu. Jedyne poprawne zmodernizowanie standardów (w Egmoncie) zostało dokonane przez Byrona E. w 1992r. Chyba nie muszę opisywać, jak przyjemnie wtedy zaczął wyglądać Miki. Gdzie to wyparowało? Myszonowi od początku nowego stulecia nagle zmieniła się ciekawość świata, zupełnie inaczej zmaga się z problemami (od fantastycznych do przyziemnych), co jest z pewnością powodem awersji do niego, jaką odczuwa duża część czytelników, jak również zgromadzoncych tu fanów.

Przecież to jest żart rysunkowy, satyra osoby z zewnątrz na disnejowski świat. Równie dobrze mógłbyś się powołać na komiksy z Dolanem lub Puchałke.
Jestem zdania że dzisiejsi twórcy, ignorując historyjki stworzone przed nimi, mają takie samo spojrzenie na disneyowski świat :).

Dlaczego okładki przypominają dziś te z czasów "jedwabistego ziomala"?
Serio?
Chodzi mi przede wszystkim o ogólny layout, ilość zbędnych informacji i brak przejrzystości.

Jesteś idealistą. Nie ma w tym oczywiście nic złego, ale wydawca musi na sprawę bardziej przyziemnie i iść na różne kompromisy, jeśli chce utrzymać tytuł na rynku.
Tanie grepsy zmieniają cały charakter wydania. KD i sam Donald nie są szanowane, bo nikt nie widzi powodu, żeby nie traktować postaci Disneya inaczej niż z przymrużeniem oka. A trochę czystego podziwu by się im przydało. Uważam że odbiorcy nie są w stanie wyrazić swoich potrzeb i będą zgadzać się z obecną zawartością, skoro nie mają żadnego porównania, ani wyobraźni jak pismo mogłoby wyglądać inaczej. Tak samo z teatrem TV: dla spółki, produkcja rzekomo była/jest nieopłacalna, z tą różnicą że w społeczeństwie pozostał głód, którego nie udało się dostatecznie głośno wyrazić. Uważam, że trzeba celować zawsze oczko wyżej, ponad oczekiwania i życzenia odbiorcy.

Przy okazji: widziałeś tę parodię równie okropnej serii Disney's Blam? Jeju, jakie to celne.
Nie widziałem. Mogę się cieszyć, że nie mam Disney Channel - przeżywałbym każdą sieczkę w takim stylu. Cóż, ktoś wysoko w marketingu musi uwierzyć, że klasyka nie jest trudna w odbiorze, a jej obecność wcale nie doprowadzi do nazwania Disneya firmą wtórną i nienowatorską.
Avatar użytkownika
WDCmaniak
 
Posty: 509
Dołączył(a): So mar 22, 2008 5:42 pm
GG: 0

Re: Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Postprzez Maciek! » So lis 17, 2012 8:29 am

Ja cię kwaczę! Ale zawzięta dyskujsa mnie ominęła :shock:

Ja niestety nie wyrobiłem się z kupnem pierwszego numeru (i mi się nie śpieszyło... prawdę mówiąc nie mam czasu i pieniędzy na regularne kupowanie nawet gigantów) ale jak tylko wyjdzie kolejny nadrobię stratę bo zaintrygował mnie ten cały szum wokół tego pisma...

Tym bardziej, że do licha do chyba jedna debata w której poczuwam obowiązek wypowiedzenia się będąc teoretycznym "targetem" jako dziwak co kupował "W.I.T.C.H.", (Swoją drogą z tego co widzę "Minnie i Daisy" rysuje Gianluca Panniello który rysował przygody Czarodziejek ,z którym przeprowadzałem wywiad dla Kazetu swego czasu...) widział wszystkie "Dzwoneczki", jego ulubione anime to "Sugar the little snow fairy", zamawia właśnie z USA komiksowe wydanie "My Little Pony : Friendship is Magic", umie wymienić z głowy wszystkie koleżanki "Strawberry Shortcake" i szczerze lubi "Angle's Friends"... [oh, nie udawajcie nagle zdziwień, że mnie nie znacie od tej strony :P ]

Niestety nie ukrywam, że serie tego typu mają nie tyle feler w postaci ograniczonego pola do popisu dla scenarzystów co często stanowią pokusę dla ich lenistwa. Bo łatwo machnąć ręką : "Oj tam to dla małych dzewczynek, nie ma co się wysilać by było inteligentne, niech wszystko będzie cukierkowo-kolorowe to się sprzeda" ale znam też przykłady gdzie zadali sobie trud by całość była pomysłow, fabuły urozmaicone, a humor zabawny, bo... Czemu nie? To, że target ma 6 lat i płeć piękną nie zmienia faktu, że zasługuje na produkt który ma jakość i dobre wzorce, zamiast kolejnej różowej Barbie papki co wyprodukuje tylko nowe pokolenie tępych dysko-lasek...

Chyba najlepszy przykład tego o czym mówię to ten nowy "My Little Pony" gdzie twórcy na pierwszym miejscu postawili sobie "to ma być dobre" bo na koncept i tak i tak polecom małe dziewczynki, więc co im szkodzi dać widowni coś ponad "słodką ootczkę", pobawić się postaciami i fabułami i pójść na całość z humorem? Z "odwrotnej strony monety" mamy taki "Monster high" gdzie w boleściach wytrwałem jeden odcinek bo (pomijając niezbyt strawny styl animacji) całość szła po najprostrzej lini oporu ciskając najbardziej błahymi gagami i do bólu jeno-wymiarowymi, odwalonymi bohaterkami od podziwiania których młoda odbiorczyni prędzej nabawi się w przyszłości anoreksji...

Niestety z tego co słyszę z waszych opini chyba raczej nie popisali się, ale jak pisałem kupię drugi numer, więc może tam już się wszystko rozkręci ;) To jest o ile wyjdzie drugi numer bo jeszcze się okaże, że nikt poza tym forum tego nie kupił... :roll:
Avatar użytkownika
Maciek!
Dr Moderator
 
Posty: 1221
Dołączył(a): So lis 20, 2004 10:23 pm
Lokalizacja: Memoriałowo!

Re: Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Postprzez Arcer » So lis 17, 2012 9:46 am

Kupując przedwczoraj Giganta, napotkałem również Minnie i Daisy - numer nadal jest dostępny.
Avatar użytkownika
Arcer
el moderatoro
 
Posty: 1395
Dołączył(a): N lis 21, 2004 12:45 pm
Lokalizacja: Łomazy/Warszawa
GG: 0

Re: Minnie i Daisy - nowy dwumiesięcznik

Postprzez solariskuba » So lis 17, 2012 4:41 pm

Może nie będzie drugiego numeru? U mnie w kiosku egzemplarzy jest z 10, a jak kupowałem było 11, a kupowałem pierwwszego dnia! Widocznie nikt tego nie kupuje, więc pewnie drugiego numeru nie będzie. :(
Avatar użytkownika
solariskuba
 
Posty: 381
Dołączył(a): Śr lip 18, 2012 10:43 am
GG: 0

Poprzednia strona

Powrót do Komiksy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 2 gości

cron