Piorun (2008)

Tutaj rozmawiamy o disnejowskich filmach, zarówno kinowych, jak i tych, które wchodzą na DisneyDVD.

Re: Bolt (2008) - 47 klasyk Disneya

Postprzez Semmko » Wt lip 07, 2009 6:51 pm

Dyskusja zeszła troszeczkę z tematu, ale założenie nowego pewnie by się nie opłaciło.

Maciek! napisał(a):Pamiętam jak wyszedł „Shrek” gdzie jako pierwszy Polski film „zauważalnie” (bo ciężko nie zwrócić uwagi na coś o czym we wszystkich gazetach trąbią) napchali dubbing spolszczeniami. I było to wtedy fajne i świeże, a jak przyrównam oryginał do Polskiej wersji to 90% tłumaczenia była całkiem adekwatna i na miejscu. (...) Niestety, już przy drugim „Shreku” zaczęło mnie to nieco gryźć...

W moim odczuciu polski Shrek był, jest i pozostanie unikalny (nie tylko) pod względem jakości tłumaczenia – o ile z innych filmów można wyciągnąć raptem kilka ciekawych cytatów, o tyle w przypadku tej produkcji każda kwestia może stać się takim cytatem. Shrek w gruncie rzeczy jest po disnejowsku szlachetny (choć z dużą dozą „dorosłej ironii”), czego nie można powiedzieć o innych filmach z tym ogrem – podkreślono tam wszelkie te cechy, które potępiliśmy w temacie Komercja a sztuka (translatorzy mieli tu raczej drugorzędne znaczenie).
Kiedyś zacząłem testować różne opcje DVD ze Shrekiem, w tym językowe, dzięki czemu uświadomiłem sobie jak bardzo różni się praca „trzech tłumaczy” (dubbing, lektor, napisy). Ciekawe doświadczenie, polecam każdemu.

Maciek! napisał(a):Nie jestem pewny czy to nie był pan Wierzbięta, ale jakiś dubbingowiec się wypowiadał kiedyś w prasie, że „dubbing to szuka bo przez to możemy zrobić z zagranicznych filmów coś naszego” i o ile zgadzam się co do sztuki, ale co do drugiej połowy nie mogę się zgodzić by oto właśnie chodziło... Jak chcą swojskości to niech piszą dialogi do Polskich filmów, zamiast niszczyć te zagraniczne...

Moim zdaniem wymuszone przystosowanie filmów („bo chcemy zrobić z tego nasze”) jest bardzo niewłaściwe, ale jest też faktem, że, mimo braku takiej intencji, zmiana języka (i głosów) może wpłynąć znacząco na zmianę treści, co jeśli się przydarza (w Polsce), jest zazwyczaj korzystne. Przykładowo, Skaza w oryginale jest „syczący” (diaboliczny), ale przez to schematyczny, w polskiej wersji natomiast jest o wiele dojrzalszy, mniej jednoznaczny, choć mówi zasadniczo to samo. Zdarza się jednak, że przenosząc film na polski grunt rezygnuje się z dosłowności czy wiernego tłumaczenia na rzecz zachowania ogólnego sensu i ostatecznego efektu. Pamiętacie ćwiczenie alfabetu z Dzwonnika...? Po angielsku: “Abomination, Blasphemy, Contrition, Damnation, Eternal damnation, Festival / Forgiveness!”, a po polsku: „Abominacja, Bezwstyd, Celibat, Denuncjacja, Ekskomunika, Festyn / Fanatyzm!”.

Każde działanie, mające u podstaw przekonanie „Jestem artystą i cokolwiek zrobię, będzie to świetne, bo zrobię to ja!” jest skazane na klęskę, a przynajmniej na osiągnięcie tylko częściowego efektu. Jest się artystą tylko o tyle, o ile rzeczywiście świetne jest to, co się (z)robi(ło).
Polskie wersje językowe filmów, zwłaszcza Disneya, charakteryzują się zazwyczaj wysoka jakością; gdyby zapytano, czy zna ktoś powód, dla którego warto być Polakiem, to ja z pewnością odpowiedziałbym: dubbing. Oczywiście bez względu na narodowość można bardzo długo i skutecznie udoskonalać zarówno tekst jak i artystyczną jego prezentację, ale polskie tłumaczenia, a szczególnie wykonanie, mają niejako w standardzie zwiększony profesjonalizm, dojrzałość i ogólną wymowę. Czasem nawet zastanawiałem się, czy niejeden polski aktor podkładający głos ma świadomość jak bardzo, bardzo dobrze wykonuje swoją pracę, czy po prostu „gra całym sobą”, nie zwracając uwagi na konteksty (o które dbać musi np. reżyser). Oczywiście każdy ma świadomość tego co robi, ale mam wrażenie że wielu zupełnie nie wie jak to wszystko się układa – wiedzą to, co wie większość, tzn. „że jest fajne”, „że to dobra robota”, ale nie wiedzą dlaczego tak jest.
Porównywałem kiedyś największe filmy Disneya (wersję angielską i polską), aby dowiedzieć się czy jest między nimi zasadnicza różnica, a jeśli tak, to jaka. Różnice na pewno występują, ale moim zdaniem nie można tak po prostu stwierdzić która wersja jest lepsza, ponieważ każda staje się unikalna – wersje angielskie posiadają specyficzną, anglosaską wymowę (ale, niestety, inaczej niż jest to u nas, niezwykle wyraźnie widać, że to bajki), są też, chyba, najlepiej dopracowane warsztatowo, wersje polskie natomiast... trudno powiedzieć, bardzo dużo dziedziczą po „pierwotnej perspektywie”, ale są inne, przemawiają nieco innymi kontekstami. W wielu przypadkach można by je jeszcze bardziej „naturalizować”, ale najczęściej tak się nie dzieje. Uważam, że to dobrze (adaptujemy, ale nie adoptujemy), choć zupełnie nie wiem jak radzą sobie z tym wszystkim reżyserzy, aktorzy, tłumacze, twórcy. Pewnie w ogóle się nad tym w taki sposób nie zastanawiają...

lis napisał(a):Jakbym brał za to pieniądze, to bym wybrnął.

Chodzi przede wszystkim o jakość wybrnięcia. Jestem pełen podziwu dla polskich tłumaczy, szczególnie za to, co udało im się osiągnąć przekładając tekst filmów Disneya, a zwłaszcza niektórych piosenek. Patrząc z polskiej, przyziemnej perspektywy w USA im więcej dana osoba otrzyma pieniędzy, tym lepszą jakość będzie miała jej praca. Szczerze mówiąc trudno mi myśleć w taki sposób, ale wciąż po polsku – mam świadomość, że jeśli mowa o pracy, to przede wszystkim liczy się pieniądz (wynagrodzenie), ale spostrzegam też, że jeśli ktoś z tych osób, jakie codziennie wokół siebie widuję, miałby osiągnąć coś naprawdę wielkiego, to chyba tylko z uwagi na (bardziej czy mniej przyziemną) ideę, ale „na szczęście” się kapitalizujemy, więc ten „problem” powinien niedługo zniknąć...

lis napisał(a):I - zapewniam Cię - tłumaczenie idiomów nie należy do najtrudniejszych zadań tłumacza (kompletnie inną kwestią jest umiejętność ich "wyłapania", co niestety nie zawsze się im udaje).

Zdarzają się bardzo piękne sceny: (przykład nieco domniemany) gabinet wysokiego rangą urzędnika amerykańskiego, atmosfera tajemniczości, dwaj zaprzyjaźnieni dżentelmeni, a lektor:
- Podobno dzisiejszego ranka wydarzyło się coś dziwnego, o czym chyba już wiesz. Okazuje się, że ma to związek z naszą sprawą...
- Naprawdę? Nie pociągaj mnie za nogę, z łaski swojej.

Czy mógłbyś napisać co z Twojej perspektywy należy do najtrudniejszych zadań osoby przekładającej tekst (mam, oczywiście, na myśli głównie dialogi/monologi/piosenki etc. z filmów)?
Ostatnio edytowano Śr lip 29, 2009 8:58 am przez Semmko, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
Semmko
 
Posty: 212
Dołączył(a): Śr lip 30, 2008 5:57 pm
Lokalizacja: Kraków
Imię: Ziemek
GG: 0

Re: Bolt (2008) - 47 klasyk Disneya

Postprzez jupix » Śr lip 08, 2009 9:23 am

Niedawno ogłądałem Auta (lepiej by było gdyby nie tłumaczyli tytułu jak Toy Story) i był tam tekst komentatorów Ziętarskich.
-Witam państawa. Tu ojciec redaktor.
-Oraz syn redaktor.
600 postów w 6 lat, dwudziestka na karku, ale miłość do Disneya - dozgonna!
Avatar użytkownika
jupix
 
Posty: 622
Dołączył(a): Pn cze 16, 2008 2:37 pm
Lokalizacja: Częstochowa
Imię: Wojtek
GG: 0

Re: Piorun (2008)

Postprzez jupix » Wt mar 01, 2011 6:04 pm

Ja może jednak wrócę do tematu, czyli do filmu. A ten okazał się bardzo przyjemny, sprawiający dużo rozrywki, ale bez głębszego przekazu. Fabuła jest dosyć prosta, zawiera jednak dużo niedociągnięć i banalnych rozwiązań. Dużo scen szybkich i wartkich sprawia, że tempo filmu jest dobre. Humor niestety słaby, zwłaszcza gołębie, które są na siłę śmieszne. Muzyka też nie wybija się jakoś specjalnie. Natomiast animacyjnie jest dużo lepiej od Rodzinki Robinsonów. Więcej detali, naturalni bohaterowie, o to chodzi w animacji komputerowej.
Ogólnie więc film jest na pewno postępem w stosunku do Robinsonów, ale nie jest takim, do którego będzie się wracało latami.
600 postów w 6 lat, dwudziestka na karku, ale miłość do Disneya - dozgonna!
Avatar użytkownika
jupix
 
Posty: 622
Dołączył(a): Pn cze 16, 2008 2:37 pm
Lokalizacja: Częstochowa
Imię: Wojtek
GG: 0

Re: Piorun (2008)

Postprzez izaulka » Pt gru 20, 2013 6:04 pm

Oglądałam ten film prawie rok temu i mało pamiętam. Taki zwyczajny film drogi - dziwaki się poznają, mają wspólny cel, kłócą się, a na koniec godzą. Wywarł na mnie małe wrażenie, jakoś nie mam ochoty do niego wracać. Może jak będzie znów leciał w TV to dam mu drugą szansę, ale tak sama z siebie to raczej nie :wink:
izaulka
 
Posty: 246
Dołączył(a): Śr sty 16, 2013 5:28 pm
Imię: Iza
GG: 0

Poprzednia strona

Powrót do Filmy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości

cron