Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya.

Tutaj rozmawiamy o disnejowskich filmach, zarówno kinowych, jak i tych, które wchodzą na DisneyDVD.

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez cziksel » So paź 15, 2011 9:50 pm

Co do Pocahontas, to treść jest nawet nawet zgodna z książką, chociaż druga część w tym świetle wydaje się bardzo niedisneyowska. Ale żeby tak jej nie lubić? Eeeeee, to nie wypada ;D
Jak dla mnie, najgorsze filmy Disneya to będzie Atlantyda (nienawidzę Kidy -.- ), Dinozaur, w ktorym nienawidzę animacji i uśpionego charakteru filmu, no i Piotruś Pan, który ma chyba najbardziej denerwującą ścięzkę dźwiękową, sama postać Piostrusia tez jest denerwująca, fajnym akcentem są piraci i oczywiście krokodyl ;)
Avatar użytkownika
cziksel
 
Posty: 202
Dołączył(a): So maja 28, 2011 10:28 am
Imię: Ada
GG: 461091

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Mędrek1937 » N paź 16, 2011 4:22 am

Naprawdę? Piotruś ma nieudaną ścieżkę? Przecież to arcydzieło... No dobra każdny ma inny gust.

A z innej beczki ostatio oglądałem kundla i Pinokia ioba filmy zaliczam teraz do najlepszych. Kundel- miejsce 1-, pinokio- miejsce 11 lub 12
Obrazek
Jak po nocy świt, jak w piosence rytm, Piękna z Bestią jest
Avatar użytkownika
Mędrek1937
 
Posty: 402
Dołączył(a): Pn sie 31, 2009 3:37 pm
Lokalizacja: Krzczonów
Imię: Bartek
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Maciek! » N paź 16, 2011 11:04 am

cziksel napisał(a): Co do Pocahontas, to treść jest nawet nawet zgodna z książką,


Wiesz, z tym mi sie wydaje, że raczej nikt by nie miał problemów... Problem w tym, że jest kompletnie niezgodna z historią :wink:
Avatar użytkownika
Maciek!
Dr Moderator
 
Posty: 1221
Dołączył(a): So lis 20, 2004 10:23 pm
Lokalizacja: Memoriałowo!

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Minky » Wt paź 18, 2011 6:54 am

W drugiej części starali się być bardziej poprawni historycznie, a i tak pomieszali mnóstwo rzeczy. :)
Avatar użytkownika
Minky
 
Posty: 168
Dołączył(a): Śr maja 28, 2008 8:55 am
Lokalizacja: Polkowice/Wrocław
Imię: Magdalena
GG: 1372890

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez cziksel » Wt paź 18, 2011 11:54 am

eee, czekajcie- film jest zgodny z ksiazką, ale jednocześnie niezgodny z historią? A więc to nie wina filmu, a źródła.?
Avatar użytkownika
cziksel
 
Posty: 202
Dołączył(a): So maja 28, 2011 10:28 am
Imię: Ada
GG: 461091

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Trojden » Wt sie 20, 2013 10:13 pm

Jeśli pominąć sequele, które nie trafiły na ekrany kin, tylko od razu na wideo, to jak dla mnie najsłabszym pełnometrażowym animowanym filmem Disneya są "Aryskotraci" - nudny film ze słabiutką historią, niezbyt ładną animacją - taką ołówkową, muzyką i piosenkami niezapadającymi w pamięć. Jedyne, co ten film ma do zaoferowania, to urocze kotki, zabawna scena pościgu i ładną romantyczną scenę matki-kotki i O'Malleya. Ten film nie ma w sobie nic spektakularnego, nic wyróżniającego się. Nie ma ciekawych przygód, postaci, pięknych teł ani kolorów.

"Oliver i spółka" to też mocno średni film.

"Lisa i psa" nie widziałem, ale z kadrów wynika, że artystycznie, w aspekcie animacji, teł i kolorów, nie umywa się do "Królewny Śnieżki", "Pinokia", "Kopciuszka", "Piotrusia Pana", "Małej syrenki", "Pięknej i Bestii", "Aladyna", "Króla Lwa", "Pocahontas" i "Dzwonnika z Notre Dame".

"Księga dżungli" ma faktycznie bardzo słaby scenariusz, choć czarny charakter, Shere Khan, jest mocną stroną tego filmu. Opanowany, elegancki i o dobrych manierach, a jednocześnie złowrogi. No i wąż Kaa - dwulicowy i obłudny, a jednocześnie zabawny. Najdłuższy wąż w historii kina. :) Szkoda, że polski dubbing tak skopał genialny głos oryginalnego Shere Khana.

"Wielkiego mysiego detektywa" nie uważam za jeden z najsłabszych filmów Disneya, a nawet przeciwnie - może wręcz umieściłbym go w pierwszej dziesiątce najlepszych filmów wytwórni. Świetny czarny charakter (ach, ten Vincent Price...) będący geniuszem zła niczym diaboliczny profesor Moriarty z "Sherlocka Holmesa", a główny bohater, Bazyl, jest chyba najinteligentniejszym z pozytywnych postaci disneyowskich filmów. Scena walki na wieży Tower też jest świetna.

"Taran i magiczny kocioł" ma kilka poważnych wad, jak dość irytujący główny bohater - gadatliwy zarozumialec, co się głównie przechwala i prawie nic nie robi, jak włochaty stworek o denerwującym zachowaniu i jeszcze bardziej denerwującym głosie, czy mało udana postać barda z harfą jako postaci prawie komediowej. Jednak te wady równoważy świetny czarny charakter, jeden z najmroczniejszych z tej wytwórni (i John Hurt jako aktor głosowy), dobrze stworzona atmosfera, dobrze dobrana muzyka, brak piosenek (co jest zaletą i nietypową cechą w pełnometrażowych produkcjach studia Disneya) i dość ciekawa fabuła.

Co do krytykowanego "Pinokia" - mnie wizualnie się bardzo podobał, poza tym ma kilka naprawdę mocnych emocjonalnie scen (zamknięcie w klatce, Wyspa Radości, śmierć Pinokia).

"Bambi" to film o dorastaniu, może faktycznie zbyt przesłodzony (wizualnie), ale fabułę ma dobrą.

"Dumbo" - dziwny film, momentami psychodeliczny, momentami dołujący (zakucie słonicy Jumbo (matki Dumbo) w łańcuchy). Nie mam wyrobionego zdania, choć uważam, że artystycznie jest bardzo ładnie zrobiony.

"Królewna Śnieżka" z założenia polega na emocjach, i na emocje widza ma oddziaływać. I jeśli widz ma wrażliwość emocjonalną, to pokocha ten film. Mnie osobiście poruszył moment płaczu krasnoludków po 'śmierci' Śnieżki, a wcześniej przeraziła mnie na śmierć scena, w której Śnieżka biegła przez ciemny las pełen strasznych oczu i upiornych drzew, i jeszcze w dodatku ta muzyka... Brrrr... Scena przemiany Złej Królowej w starą jędzę, w połączeniu - znowu - ze znakomitą muzyką ilustracyjną, też robi wrażenie. Ten film zawiera elementy horroru, i to naprawdę mocnego. Zaś krasnoludki, zwłaszcza Gapcio, choć Mędrek też, bardzo mnie śmieszyły. To z kolei elementy komedii. I ten film też zawiera dużo artyzmu. W pełni zasłużył na swojego Oscara. Oczywiście motyw romansu jest tu słaby, tak jak postacie Śnieżki i księcia, o których praktycznie niczego widz się nie dowiaduje i które są jak wycięte z kartonu, ale mimo to, nie sposób się nie zachwycić tym filmem... jeśli tylko ma się wrażliwość artystyczną i emocjonalną.

A argument mający uzasadnić cukierkowatość i przesłodzenie filmu, że jeden film powstał w jednych czasach, a inny w innych czasach, jest o tyle nietrafiony, że przecież krótkometrażowe filmy Disneya z lat 30. z Kaczorem Donaldem, Goofym i Myszką Miki na ogół wcale nie były przesłodzone, za to zawierały mnóstwo slapsticku, scen spadania bohaterów z wysokości, uderzania ich różnymi przedmiotami, zadawania obrażeń i bólu bez widocznych konsekwencji, i w ogóle były filmami czysto rozrywkowymi, bez morałów czy przesłań. A film z Myszką Miki pt. "The Mad Doctor" ("Szalony doktor") z 1933 był wręcz strasznym filmem na pograniczu horroru i thrillera z zapowiadanymi przez negatywną postać scenami gore (rżnięcie piłą i przecinanie ciała nożyczkami chirurgicznymi mające czekać psa Pluto) - ten filmik mnie przerażał, gdy oglądałem go jako dzieciak (a nieraz puszczali go w "Wieczorynce" TVP1 o 19:00). Te krótkometrażówki to filmy zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. A niektóre nawet bardziej dla dorosłych niż dla dzieci - jak choćby wspomniany "Mad Doctor".
Trojden
 
Posty: 29
Dołączył(a): So sie 03, 2013 7:09 pm
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Mędrek1937 » Śr sie 21, 2013 9:22 am

Zgadzam się z tobą c.d "Tarana", po prostu okropnie słaba fabuła,a bohaterowie mega wkurzający- Tarab i ten Gurgi...grr jak on mnie irytował. Chociaż uwielbiam styl graficzny i muzykę z tego filmu.

Ja tam lubię "Aryskotraków", taki miły film i ma fajny francuski klimat :wink: Zgadzam się, że nie jest jakiś spektakularny, ale nie jest też najgorszy. Co sądzisz o Kurczaku- to jest dno. Co do "Olivera i spółki" to się zgodzę ,ale ma dobre piosenki i podobał mi się wątek Fajansa i Szychy :P .

Ja "Bambiego" wcale nie uważam za film przesłodzony i właśnie nie rozumiem panującemu ogólnie określeniu na ten film. Dla mnie jest idealny. :bambi:

"Księga Dżungli" jest natomiast jednym z moich ulubionych klasyków. Ma niesamowity klimat i postacie, animacja jest jedną z najlepszych jakie wyszły ze studia, muzyka genialna i to coś, co nazwali animatorzy "czar Księgi Dżungli". Zakochałem się w tym filmie od pierwszego wejżenia :mrgreen:

"Dumbo" jest niesamowicie artystycznym filmem. To trochę skomplikowane, bo nie mogę mu dać 10/10, ale arcydziełem z czystym sumieniem go nazwę :o

"Lis i Pies" to niewykorzystany potencjał, ale ma fajny klimat i ten "czar" :D Ja go lubię i to bardzo
Obrazek
Jak po nocy świt, jak w piosence rytm, Piękna z Bestią jest
Avatar użytkownika
Mędrek1937
 
Posty: 402
Dołączył(a): Pn sie 31, 2009 3:37 pm
Lokalizacja: Krzczonów
Imię: Bartek
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Trojden » Śr sie 21, 2013 11:49 am

Nie oglądałem "Małego kurczaka", zresztą myślałem, że rozmawiamy tylko o filmach rysunkowych (a nie animowanych komputerowo) i o filmach w 2D. "Ratatuj" też nie oglądałem, choć słyszałem, że dobre (tak jak ta potrawa :)).

Z "Olivera i spółki" jedna piosenka zapada w pamięć, pozostałe jakoś nie. Animacja też raczej słaba.

Co do krytykowanej przez niektórych "Księżniczki i żaby", to mi ten film się spodobał - artystycznie bardzo ładnie zrobiony, tła, kolory i światła po prostu piękne, jak w "Aladynie" czy "Małej syrence", jeśli nie lepsze. Podoba mi się, że główna bohaterka ma silną osobowość, jest pracowita i nie w głowie jej romanse - bardzo miła odmiana po postaciach takich jak Śnieżka. A Charlotte to przezabawna postać. Czarny charakter może nie taki jak Skaza czy Frollo, ale dość ciekawy i nietypowy, bo szaman wudu. Piosenki nie zapadają w pamięć, poza "Prawie udało się" i "Friends on the other side" (zdecydowanie wolę oryginalną wersję od polskiej, w dodatku w polskiej skopali tłumaczenie - od kiedy "green" oznacza "forsa"?), które są naprawdę dobre. Fabuła - może nie aż tak ciekawa jak w filmach z pierwszej połowy lat 90., ale też potrafi wciągnąć. Tylko Ray był wkurzający i aż się ucieszyłem, kiedy szaman go nadepnął (tak samo jak w "Magicznym kotle" aż się ucieszyłem, gdy Gurgi wskoczył do kotła i miałem nadzieję go już nie zobaczyć, i strasznie mnie wkurzyła i zawiodła końcówka - co za idiota wolałby tego stworka od magicznego miecza, który czyni niezwyciężonym?).
Jedyne, co mnie raziło w tym filmie, to absurdalna reakcja różnych postaci na pojawienie się żaby przed oczami - dlaczego wszyscy próbowali zabić lub uszkodzić żabę, skoro przecież bardziej naturalną reakcją byłoby "O, żaba, jaka sympatyczna, skąd się tu wzięła".
Generalnie więc filmowi daję 7,5/10, może nawet 8/10, jeśli lekko naciągnąć ocenę.
Trojden
 
Posty: 29
Dołączył(a): So sie 03, 2013 7:09 pm
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez izaulka » Śr sie 21, 2013 5:43 pm

Trojden napisał(a):Podoba mi się, że główna bohaterka [Tiana - przyp. mój] ma silną osobowość, jest pracowita i nie w głowie jej romanse - bardzo miła odmiana po postaciach takich jak Śnieżka.


Śnieżka i romanse (l.mm.)? :shock: A to Femme fatale! :P A tak na poważnie, akurat zazrzut, że niby Śnieżka nie jest pracowita jest bezpodstawny - może nie pracuje jak Tia, ale sprzątała w zamku, sprzątała w domu krasnoludków, dbała o nie.

Trojden napisał(a):Jedyne, co mnie raziło w tym filmie, to absurdalna reakcja różnych postaci na pojawienie się żaby przed oczami - dlaczego wszyscy próbowali zabić lub uszkodzić żabę, skoro przecież bardziej naturalną reakcją byłoby "O, żaba, jaka sympatyczna, skąd się tu wzięła".


Ja na ich miejscu nie zabiłabym/nie uszkodziłabym żaby, ale na pewno nie krzyknęłabym: "Jaka milusia!", więc to mnie nie razi.

Trojden napisał(a): (tak samo jak w "Magicznym kotle" aż się ucieszyłem, gdy Gurgi wskoczył do kotła i miałem nadzieję go już nie zobaczyć, i strasznie mnie wkurzyła i zawiodła końcówka - co za idiota wolałby tego stworka od magicznego miecza, który czyni niezwyciężonym?).


Ty chyba nie zrozumiałeś tego filmu i morału, jaki z niego płynął. Szkoda.
izaulka
 
Posty: 246
Dołączył(a): Śr sty 16, 2013 5:28 pm
Imię: Iza
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez kuperkowo » Śr sie 21, 2013 6:47 pm

Co do relacji książka-film ciekawym przypadkiem jest ,,Księga Dżungli''. Film jest moim zdaniem całkiem niezły i z dobrą animacją, czego nie można powiedzieć o książce, która jest nudna jak flaki z olejem i zdaje cię ciągnąc w nieskończoność. Czytałem ją jako lekturę w 4 klasie i musiałem się męczyć by ją przeczytać. Najnudniejsza książka jaką do tej pory czytałem ( z ulgą uwolniłem ją przez ,,bookcrossing'' :D ). Czyli filmowi daje 7/10 a książce ledwie 1/10.
"I remember it as if it was yesterday.
My papa took me to see the ancestral home of our clan.
The desolate castle on Dismal Downs, abandoned since the 17th century "
Avatar użytkownika
kuperkowo
 
Posty: 691
Dołączył(a): Pn sie 27, 2012 9:07 am
Lokalizacja: Kaczogród
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Trojden » Śr sie 21, 2013 8:40 pm

zazrzut, że niby Śnieżka nie jest pracowita jest bezpodstawny - może nie pracuje jak Tia, ale sprzątała w zamku, sprzątała w domu krasnoludków, dbała o nie.

Wiem, że sprzątała itd., ale bardziej chodzi o to, że Śnieżka marzyła o księciu z bajki, była nader krucha, słaba fizycznie i psychicznie, nie stawiała oporu i się nie broniła, była naiwna jak dziecko (krasnoludki ją ostrzegały, że zła królowa jest podstępna i zna różne sztuczki, więc żeby nikogo nie wpuszczała, ale ona nie, nie słuchała ich - ona naiwnie wpuściła swoją największą wroginię do domu i wzięła od niej zatrute jabłko). Natomiast Tiana miała o wiele bardziej rozbudowaną i silną osobowość. Patrząc na Tianę, nietrudno uwierzyć, że w sytuacji zagrożenia, mogłaby komuś przywalić lub przykopać - a Śnieżka? No naprawdę trudno w to uwierzyć - przecież była tak delikatna i niewinna, że muchy by nie skrzywdziła, nawet gdyby od tego zależało jej zdrowie i życie.

W "Królewnie Śnieżce" najbardziej cenię artyzm, animację, muzykę, tła, atmosferę i postacie krasnoludków, natomiast sama postać Śnieżki nie jest zbyt interesująca.
Ja na ich miejscu nie zabiłabym/nie uszkodziłabym żaby

Ja też nie i nikt z mojej rodziny (ani znajomych - chyba) też nie. Więc ta agresja jest tu niezrozumiała.
Ty chyba nie zrozumiałeś tego filmu ["Taran i magiczny kocioł" - przyp. mój] i morału, jaki z niego płynął.

Więc może wyjaśnisz?
Może morał miał być taki, że przyjaźń jest cenniejsza od broni białej, nawet magicznej, ale to mogłoby być przemawiające do odbiorcy filmu w przypadku, gdyby ten Gurgi nie był aż tak irytujący. Tak samo Taran - przecież on na początku nienawidził tego Gurgiego (i słusznie), a potem nagle wolał odzyskać jego niż odzyskać miecz czyniący go praktycznie niezwyciężonym? Przecież to w ogóle nie trzyma się kupy, jest sztuczne i niewiarygodne. Nie pasuje do charakteru postaci.
Gurgi nie wzbudza sympatii, tylko antypatię i chęć uduszenia - widz ma wręcz satysfakcję w momencie jego śmierci (niestety później okazuje się, że tylko tymczasowej).

Co do "Księgi dżungli", to nie podobały mi się tła ani kolory - jakieś takie ołówkowe, ze zbyt wyraźnie zaznaczonymi konturami. O wiele bardziej tła i kolory podobały mi się w "Piotrusiu Panie", "Małej syrence", "Aladynie", "Królu Lwie" i "Pocahontas".

Aha, jeszcze odnośnie "Dzwonnika z Notre Dame" - mam mieszane uczucia co do tego filmu, bo z jednej strony irytują mnie odrażające z wyglądu i infantylne z zachowania gargulce, piosenka o błaźnie i królu też jest lekko denerwująca, ale z drugiej strony doceniam twórców, że podjęli taki temat i zrobili animowaną wersję klasycznego dzieła Victora Hugo (puszczając przy tym oko do dorosłej części widowni, nadając dwóm gargulcom imiona Wiktor i Hugo) z dobrze skonstruowaną postacią Frolla i nieźle przedstawionymi Quasimodo i Esmeraldą. Animacja wyszła im bardzo ładnie, piosenka "Z dna piekieł" też, historia została dość porządnie przedstawiona, choć jak dla mnie mogłaby być lepsza.

Za to, moim zdaniem, twórcy filmu "Herkules" mocno przesadzili z ilością żartów odnoszących się do współczesności, reklam, filmów, popkultury, celebrytów itp., i zrobili postać Herkulesa jako zbyt głupkowatego i naiwnego, dającego się nabrać na każdy podstęp Hadesa (do czego chyba niezamierzenie przyznali się w tekście Filokteta: "Myślałem, że będziesz arcyidolem, a jesteś arcyidiotą"). I głupio ciachającego łby Hydry, tak że dopiero gdy Filoktet mu wrzasnął "Durnoto jedna, przestań ciachać te łby", to przestał. Akcja tego filmu nie rozgrywa się w starożytnej Grecji (choć na początku filmu sugeruje to narrator), tylko niemal współcześnie, skoro nawet Megara wspomina coś o Disneylandzie. W starożytności nie robiono figurek bohaterów i nie sprzedawano ich w sklepach, nie odciskano dłoni ani stóp na alejach gwiazd, nie sprzedawano naczyń ani klapek z wizerunkami bohaterów. Nie było lemoniady ani mnóstwa innych rzeczy, które twórcy umieścili w filmie "Herkules" (dlaczego nie "Herakles"?)

Co ważniejsze: w fabule tego filmu są dwie poważne dziury. Pierwsza i najważniejsza: jakim cudem Hades mógł nie wiedzieć, że Ból i Panik nie zabili małego Herkulesa? Jak mógł im uwierzyć na słowo? Przecież był władcą umarłych, to on obserwował przenoszenie się dusz dopiero co zmarłych ludzi do Rzeki Śmierci, to on miał pod swoją kuratelą Mojry, które przecinały nici życia ludzi i które, jak same powiedziały, wiedzą wszystko - przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. A przecież one nie przecięły nici życia Herkulesa, gdy ten był niemowlakiem.
Poza tym, Hades to brat Zeusa. Oni się spotykali co jakiś czas. I ani razu Zeus nie wspomniał, że jego syn został mu odebrany i żyje wśród śmiertelników?

Druga dziura: sprawa pokonania Tytanów. Na początku filmu, z piosenki Muz wynika, że Zeus samodzielnie pokonał Tytanów ("Na scenę wkroczył Zeus, co umiał gromem kuć, jak stał, kreatury wziął pod klucz, i grzmiał, póki anarchii nie usunął precz"). A jednak gdy potem Hades uwolnił Tytanów, to Zeus nie potrafił ich pokonać nawet z pomocą reszty bogów i dał się schwytać dwóm Tytanom. Gdy Herkules go uwolnił, wtedy już jego pioruny skłoniły Tytanów do wycofania się z Olimpu. A przecież dopóki na końcu nie schwytał Tytana Wiatru i nie zmieszał go z pozostałymi, to jego jedyny wkład w bitwie o Olimp to uwolnienie Zeusa i pozostałych bogów. Mimo to, Tytani zaczęli wycofywać się z Olimpu, pod wpływem tych samych piorunów Zeusa, którymi raził ich wcześniej. A nie pod wpływem bezpośrednich działań Herkulesa.

Już pomijam takie drobiazgi, jak to, że film całkowicie pomija, co się działo z Herkulesem przez te 17 lat, gdy był pod opieką Alkmeny i Amfitriona, że Zeus i Hera zupełnie bez sensu dali synkowi medalik z imieniem (co on, pies?), że Herkules w dziwny sposób traci nieśmiertelność pod wpływem pocałunku z Megarą, że główną cechą Megary jest pyskatość i że jej romans z Herkulesem jest jakiś taki sztuczny, że Filoktet, który mógł być całkiem ciekawy, jest starym capem o charakterze typowym dla ról Danny'ego De Vito, że nie jest zbyt dobrym przesłaniem filmu, że to Herkules łamie umowę zawartą z Hadesem, a tymczasem to Hades - postać negatywna - dotrzymuje umowy z Herkulesem (Herkules odzyskał siłę, gdy Megara została przygnieciona przez kolumnę).

Owszem, film ma sporo śmiesznych momentów, Hades jest naprawdę zabawny i lubię te sceny, w których wścieka się na Bóla i Panika, sami Ból i Panik też dają niemało radochy, Olimp został bardzo ładnie narysowany, a piosenki są miłe dla ucha, ale ani konwencja, ani fabuła filmu, ani główny bohater, nie zostały dobrze skonstruowane.
Ja rozumiem, że Herkules miał dobre serce i był łagodny i wrażliwy, ale tak często dawał się podejść Hadesowi i tak często pakował się w kłopoty, że naprawdę nie wiem, co ta Megara mogła w nim widzieć.

Nie ma nic złego w tym, że czarny charakter jest najciekawszą postacią w filmie, ale już jest pewnym problemem, gdy wszyscy pozytywni bohaterowie są tacy mdli, jak w "Herkulesie".

Więc jeśli wziąć film Disneya, który miał wielki potencjał i mógł być naprawdę dobry, a jednak wiele elementów w nim spaprano lub nie dopracowano.
Trojden
 
Posty: 29
Dołączył(a): So sie 03, 2013 7:09 pm
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez izaulka » Śr sie 21, 2013 8:56 pm

Trojden napisał(a):
Ty chyba nie zrozumiałeś tego filmu ["Taran i magiczny kocioł" - przyp. mój] i morału, jaki z niego płynął.

Więc może wyjaśnisz?
Może morał miał być taki, że przyjaźń jest cenniejsza od broni białej, nawet magicznej, ale to mogłoby być przemawiające do odbiorcy filmu w przypadku, gdyby ten Gurgi nie był aż tak irytujący. Tak samo Taran - przecież on na początku nienawidził tego Gurgiego (i słusznie), a potem nagle wolał odzyskać jego niż odzyskać miecz czyniący go praktycznie niezwyciężonym? Przecież to w ogóle nie trzyma się kupy, jest sztuczne i niewiarygodne. Nie pasuje do charakteru postaci.
Gurgi nie wzbudza sympatii, tylko antypatię i chęć uduszenia - widz ma wręcz satysfakcję w momencie jego śmierci (niestety później okazuje się, że tylko tymczasowej).


Dopisz, że chodzi ci o twoją sympatię, bo ja na przykład polubiłam Gurgiego od pierwszego pojawienia się na ekranie. W "Taranie" chodziło nie tylko o poświęcenie broni dla przyjaciela, ale też o poświęcenie własnej osoby dla przyjaciela - ktoś musiał wskoczyć do kotła, a Gurgi wypowiada te słowa: "Taran has many friends. Gurgi has no friends". Mówi to ten sam stworek, który wcześniej stchórzył, zostawił przyjaciół w potrzebie. Potem dopiero wrócił, i poświęcił swoje życie, bo - jak twierdzi - Taran ma dla kogo żyć, a on nie. Być może nie zauważyłeś też przemiany postaci Tarana, który owszem, na początku jest irytujący i nieufny w stosunku do Gurgiego, ale potem staje się bardziej pokorny i zależy mu na przyjacielu.

Tak BTW, czy tylko ja uważam, że Gurgi jest fajny? :wink:

Trojden napisał(a):[Śnieżka - przyp. mój] była naiwna jak dziecko (krasnoludki ją ostrzegały, że zła królowa jest podstępna i zna różne sztuczki, więc żeby nikogo nie wpuszczała, ale ona nie, nie słuchała ich - ona naiwnie wpuściła swoją największą wroginię do domu i wzięła od niej zatrute jabłko).


Bez przesady :wink:

Oglądałam niedawno wersję "Królewny Śnieżki" z 1994 r., była to kreskówka z cyklu "Czarodziejskie Opowieści", może kojarzysz. Tamta Śnieżka jest jeszcze bardziej naiwna! Kiedy Wiedźma przyszła do niej po raz pierwszy, prawie została uduszona gorsetem. Na drugim spotkaniu czesała się zatrutym grzebieniem (a wiedziała, że z tą "babcią" jest coś nie tak). Za trzecim razem zjadła zatrute jabłko (w tej wersji Macocha otruła tylko połowę jabłka, a drugą zjadła, żeby przekonać do siebie Śnieżkę) To dopiero masochistka. :roll:

Ale to taka mała dygresja, nie można oceniać Śnieżki z 1937 r. na podstawie filmu ok. 50 lat nowszego. :)
Ostatnio edytowano Cz sie 22, 2013 7:23 pm przez izaulka, łącznie edytowano 1 raz
izaulka
 
Posty: 246
Dołączył(a): Śr sty 16, 2013 5:28 pm
Imię: Iza
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Mędrek1937 » Cz sie 22, 2013 7:06 am

kuperkowo napisał(a):Co do relacji książka-film ciekawym przypadkiem jest ,,Księga Dżungli''. Film jest moim zdaniem całkiem niezły i z dobrą animacją, czego nie można powiedzieć o książce, która jest nudna jak flaki z olejem i zdaje cię ciągnąc w nieskończoność. Czytałem ją jako lekturę w 4 klasie i musiałem się męczyć by ją przeczytać. Najnudniejsza książka jaką do tej pory czytałem ( z ulgą uwolniłem ją przez ,,bookcrossing'' :D ). Czyli filmowi daje 7/10 a książce ledwie 1/10.



Serio? :o Ja uwielbiam tą książkę. Ma taki właśnie czar, mnie pociąga ;) Już nie raz ją czytałem.

Kendo romantyk :D Jak Waltowi nie podoba ci się xerox i ta "ołówkowa" animacja. Ale ona sama w sobie ma wiele artyzmu. Musisz przyznać, że animacja w "Księdze" jest niesamowita.

W "Taranie" akurat końcówka mi się podobała Gurgi potem faktycznie jest bardziej sympatyczny. Zapomniałem o innej postaci, beznadziejnej, wkurzającej, nudnej i głupiej jaką jest Flewdur Flam (czy jak to się tam pisze ;) ) ten bard. Strasznie denerwujący.

Do "Herkulesa" mam sentyment i ja akurat lubię tą postać. Ale Kendo, to chodziło, żeby porobić sobie jaja ze starożytnej Grecji i zrobić ją na czasy współczesne :)

Skoro nie oglądałeś Kurczaka to nie oglądaj. Albo obejrzyj i może zmienisz zdanie c.d "Aryskotraków " :D
Obrazek
Jak po nocy świt, jak w piosence rytm, Piękna z Bestią jest
Avatar użytkownika
Mędrek1937
 
Posty: 402
Dołączył(a): Pn sie 31, 2009 3:37 pm
Lokalizacja: Krzczonów
Imię: Bartek
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez Trojden » Cz sie 22, 2013 6:43 pm

W "Taranie" chodziło nie tylko o poświęcenie broni dla przyjaciela, ale też o poświęcenie własnej osoby dla przyjaciela - ktoś musiał wskoczyć do kotła, a Gurgi wypowiada te słowa: "Taran has many friends. Gurgi has no friends". Mówi to ten sam stworek, który wcześniej stchórzył, zostawił przyjaciół w potrzebie. Potem dopiero wrócił, i poświęcił swoje życie, bo - jak twierdzi - Taran ma dla kogo żyć, a on nie.

OK, rozumiem, tylko że tutaj ta przemiana Gurgiego dokonała się właściwie nagle zamiast jako proces, poza tym Gurgi miał naprawdę irytujący głos - mogli wziąć albo lepszego aktora głosowego, albo kazać mu inaczej modulować ten głos.
Co do Tarana zgoda.
wersję "Królewny Śnieżki" z 1994 r., była to kreskówka z cyklu "Czarodziejskie Opowieści", może kojarzysz. Tamta Śnieżka jest jeszcze bardziej naiwna! Kiedy Wiedźma przyszła do niej po raz pierwszy, prawie została uduszona gorsetem. Na drugim spotkaniu czesała się zatrutym grzebieniem (a wiedziała, że z tą "babcią" jest coś nie tak). Za trzecim razem zjadła zatrute jabłko (w tej wersji Macocha otruła tylko połowę jabłka, a drugą zjadła, żeby przekonać do siebie Śnieżkę) To dopiero masochistka.

Nie oglądałem, ale jako dzieciak czytałem "Śnieżkę" w zbiorze baśni braci Grimm, wydanym pod koniec lat 80. (taka dwutomowa książka z zieloną okładką, coś pośredniego między zgniłym zielonym a jadowitym zielonym, i rysunkiem żaby w złotej koronie na okładce jednego tomu i kruka w złotej koronie na drugiej - może też masz tę książkę), i tam było właśnie tak, jak opisałaś - trzy próby zabójstwa, gorset, grzebień i na końcu jabłko. Zgadzam się, że baśniowa Śnieżka braci Grimm była jeszcze bardziej naiwna od disneyowskiej - cóż, po prostu nigdy nie lubiłem tej postaci właśnie z tego powodu. Ale krasnoludki bardzo fajne, przynajmniej te z 1937.

Lubię "Królewnę Śnieżkę" z 1937, ale nie ze względu na Śnieżkę.
nie można oceniać Śnieżki z 1937 r. na podstawie filmu ok. 50 lat starszego.

Chyba nowszego. :)
Tak, zgadzam się. Tylko że już Myszka Minnie była silniejsza psychicznie i fizycznie i była ciekawsza niż Śnieżka.

Tak przy okazji: kto to jest Kendo?
Albo obejrzyj i może zmienisz zdanie c.d "Aryskotraków "

Oglądałem "Aryskotratów" kilka tygodni temu. I zdania nie zmieniłem. Kociaki słodkie i sympatyczne, fajna scena pościgu i ładna jedna romantyczna scena, ale poza tym film słabiutki. Nie zły, ale po prostu słaby. Kolory nijakie, tła nijakie, światła nijakie, piosenki niezapadające w pamięć. To, że "Kurczak" jest gorszy, niczego tu nie zmienia.
Trojden
 
Posty: 29
Dołączył(a): So sie 03, 2013 7:09 pm
GG: 0

Re: Najbardziej nieudane filmy animowane ze studia W.Disneya

Postprzez izaulka » Cz sie 22, 2013 7:20 pm

Nie chcę mi się bawić w cytowanie, więc pokrótce:

- tak, z tym filmem "starszym - nowszym" popełniłam błąd, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że wcześniej liczyłam, ile lat minęło od powstania nowej wersji :)

- krasnoludki z '37 są świetne - mój faworyt to :dopey: oczywiście :mrgreen:

- nawet nie wiedziałam, że tak było w baśni - ja byłam wychowana na wersji z jabłuszkiem

- tak tylko wtrącę, że w filmie, o którym wspomniałam wcześniej, Śnieżka nie budzi się po pocałunku (na to patent ma tylko Disney :wink: ) tylko Książę najpierw rozmawia z krasnoludkiem, który był na warcie, potem mówi "W jej gardle jest kawałek jabłka" i w tym samym momencie ma ten kawałek w ręce - telekineza? :)

- zgadzam się z tobą - to, że "Kurczak" jest beznadziejny nie wpływa na ocenę innego filmu. Mimo, że "Aryskotratów" nie oglądałam, uważam że mimo "ubogiej" kreski i tak prezentuje się lepiej wizualnie od filmu z 2005 roku.

Nie wypowiadałam się w tym temacie, więc teraz to nadrobię.

Nie oglądałam wszystkich filmów Disneya, ale najgorszym nazwę właśnie "Kurczaka Małego" - ze względu na bohaterów i ich relacje z protagonistą. Jeszcze zanim oglądałam "Disneycember CGI" to to zauważyłam, praktycznie przy pierwszym seansie. Dlaczego oni wszyscy są tacy wredni? Ten dzieciak (kurczak) nie ma chwili wytchnienia, a na pisanie o jego ojcu szkoda klawiatury. Design postaci nie jest przyjemny dla oka, wątek z kosmitami jest oklepany. Słowem, odpuście sobie, a nie będziecie żałować.

EDIT: Trojden, znalazłam cię na filmwebie na forum o "Aryskotratach" :D Najpierw przeczytałam twój komentarz, potem pomyślałam "gdzieś to już czytałam", a później przeczytałam, kto napisał ten post. :)
izaulka
 
Posty: 246
Dołączył(a): Śr sty 16, 2013 5:28 pm
Imię: Iza
GG: 0

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Filmy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron