Dzwonnik z Notre Dame (1996)

Tutaj rozmawiamy o disnejowskich filmach, zarówno kinowych, jak i tych, które wchodzą na DisneyDVD.

Dzwonnik z Notre Dame (1996)

Postprzez I.Day » N sty 17, 2010 10:18 pm

Nigdzie nie zauważyłem tematu, więc umieszczam. Według mnie absolutnie fantastyczny. Moja ulubiona animacja ze studia Disney'a. Chciałbym poznać wasze zdanie o niej.
I.Day
 
Posty: 12
Dołączył(a): Cz kwi 30, 2009 9:23 pm
Lokalizacja: Wrocław

Re: Dzwonnik z Notre Dame

Postprzez Semmko » Pn sty 18, 2010 2:00 pm

Pewnego dnia w szkole podstawowej, a miałem wtedy już osiem lat, jedna z ważniejszych postaci pedagogicznych tamtego okresu oznajmiła, że „pojedziemy do kina na Dzwonnika z Notre Dame”. Szczególne poruszenie nastąpiło chwilę później, kiedy dodała, iż film ten wcale nie jest dla dzieci. A przynajmniej książka nie była.

Zasiadłem w fotelu (i, co dzisiaj jest dla mnie obce, w sali nic mi nie przeszkadzało, ani dźwięki emitowane przez kolegów czy innych widzów, ani ścisk, ani zapach, nic). Rozpoczął się seans.

Wreszcie doczekałem się filmu z prawdziwego zdarzenia. Od początku do końca. Nie chodzi wcale o porywającą przygodę, zapierające dech w piersiach efekty specjalne czy powalający na kolana humor. Tego tam nie było. Pojawiła się za to powaga, która trafiała w sedno. To, chyba, pierwszy tego rodzaju obraz w historii popkulturowego filmu (a być może filmu w ogóle). Dotąd znieść nie mogłem, że czarne charaktery zasadniczo wszystkich produkcji animowanych to bohaterowie najzwyczajniej tępi. Nie potrafią zrealizować swoich planów, bo są głupi i to tak, że aż razi w oczy. Przyznam, że ta irytacja miała swoje wymierne skutki – w jakiejkolwiek zabawie byłem pierwszym, który zgłaszał się do roli „tego złego”. I całkiem nieźle mi to wychodziło. A co w filmie? Frollo. Postać, posiadająca wszelkie predyspozycje do uczynienia dotychczas niemożliwego, do urzeczywistnienia tryumfu zła. Wspaniała postać. Kolejną był Quasimodo. Nie rozczarował mnie, dzięki unikalnej wizji twórców tej produkcji. Całość, a zwłaszcza on, skonstruowana jest tak, aby wyrazić coś szczególnego. To metaforyczne przedstawienie jaźni samoświadomej jednostki – inteligentny dialog z widzem. Odnajduję taki sens w niemal każdym elemencie tego dzieła. Quasi wie, że jego wygląd czyni go potworem, którym jednakże nie jest. Gargulce to wyimaginowane postacie, uosabiające stanowiska, opierające się na określonych grupach argumentów. Kiedy istoty te przekonują go do czegoś, w „rzeczywistości” robi to on sam. Kto? Nie tytułowy bohater, ale widz w swoim prawdziwym życiu. Każdy ma kompleksy, a cywilizowana walka z nimi odbywa się właśnie w taki (lub podobny) sposób. Tłumaczenia Frolla to także części osobistej refleksji, ale obciążone obawą, cierpieniem. Okazuje się na końcu, że są one nieuzasadnione (choć autorzy nie dodają, że ich fałszywość ma charakter intelektualny, a nie społeczny – jeśli tłum nie zostałby przekonany przez małą dziewczynkę, argumenty Sędziego pozostałyby w mocy).

Wiele można by pisać o przedstawionym przeze mnie aspekcie, ale nie powinno pomijać się innych, chociaż moim zdaniem drugorzędnych. W jednym z nich położony jest nacisk na odwołania do innych dzieł Disneya. Przez długi czas nie mogłem przeboleć, że, gdy zacząć patrzeć z przyziemnej perspektywy, Frollo jest tak bardzo podobny do Dżafara. Nie tylko w związku z tym, że obaj poszukują Jaskini Cudów, że obaj ją też odnajdują. Główny wróg Quasiego jest jednak znacznie dojrzalszy od swojego aladynowego wcielenia. Jak widać różnice istnieją, ale olbrzymia liczba odwołań do poprzednich produkcji disnejowskich powoduje, że gdy jest się na tyle z nimi zaznajomionym, by móc owe podobieństwa swobodnie wychwytywać, całość wydaje się średniej jakości zlepkiem wcale nie porywających fragmentów, które kiedyś już gdzieś były. Poza tym trudno zaakceptować fakt, iż w tak podniosłym, w gruncie rzeczy, utworze, występują elementy zdecydowanie niepoważne, jak szaleńcze pościgi, bijatyki, czy krzyk poczciwej rozpaczy Goofy’ego.

Czymże byłby Disney, gdyby jego dzieła można było rozpatrywać tylko w dwóch kategoriach. Kiedy się przez nie przebrnie, uzyskuje się całkowicie nowy obraz. Dziwny. Okazuje się, że opowiadana nie jest historia dzwonnika, ale bardziej lub mniej metaforyczny fragment dziejów USA. Nie bez powodu Frollo jest sędzią, a prześladowani posiadają ciemną karnację. Dlaczego na końcu wypowiada cytat ze Starego Testamentu, i to tak wymowny? Moim zdaniem, na pewnej, wcale nie wydumanej, płaszczyźnie interpretacyjnej, Dzwonnik z Notre Dame to humanistyczna spowiedź potomków twardych osadników amerykańskich, którzy, wchodząc w nowy etap misji kolonizatorskiej, nie mieli większego oporu ani przed dyskryminowaniem ludzi innego pochodzenia, ani przed fanatycznym podejściem do spraw najwyższej wagi, wykorzystując przekazane im uprawnienia do osiągania prywatnych celów, korzyści. Niedługo po ukazaniu się w kinach Dzwonnika odbyła się premiera francuskiego musicalu - Notre-Dame de Paris. Co prawda Francuzi mają własne problemy z imigrantami, ale w dziele tym widać o wiele wyraźniej to, co, według mnie, jest także zawarte w disnejowskim, animowanym odpowiedniku.

Istotna jest także strona techniczna i artystyczna. Zwykle to oryginalny dubbing posiada najwyższą jakość, ponieważ jest najlepiej dostosowany do animacji poprzez dopracowanie całości przez duży zespół kompetentnych i rzetelnych twórców. Tym razem jest inaczej. Animacja daje większe możliwości niż te, które zostały wykorzystane przez Amerykanów. Stworzyli oni obraz jakby niekompletny. Przykładowo, amerykański Frollo jest o wiele bardziej dogmatyczny niż polski. Brutalnie można powiedzieć, że w USA zrobili z niego „zakuty łeb”. Podobnie zresztą z innymi postaciami; aż przykro patrzeć, jak nasz szczery chłopaczyna Quasi zamienia się w amerykańskiego podrostka, nawet jeśli refleksyjnego.
Polska wersja językowa jest bardzo dopracowana. Na uwagę zasługuje fakt, iż partie wokalne w przypadku trzech postaci, wtedy, kiedy jest to potrzebne, wykonują inne osoby. Za rolę Frolla Pan Krzysztof Gosztyła powinien, moim skromnym zdaniem, otrzymać specjalne wyróżnienie rangi światowej. Poziom wykonania jest bardzo wysoki; nie zdziwiłbym się, jeśli okazałby się najwyższym ze wszystkich – bez względu na bohatera czy wersję językową. Wyśmienitym zabiegiem było wykorzystanie potencjału duetu Opania-Zborowski. Robert Rozmus pokonał Paula Kandela, podkładającego głos pod anglojęzycznego Klopina. Choć można polskiej wersji postawić kilka zarzutów, jest znacząco lepsza od oryginalnej, dojrzalsza.
Powstała druga wersja animacji Dzwonnika. Zawiera elementy 3D, jest istotnie świeższa. Być może w przypadku innych filmów taki zabieg jest korzystny. Tutaj jednak wprowadza to zbyt wiele światła, zatraca bezcenne, subtelne sekwencje. Atmosfera powszednieje, film traci urok, sens. Choć może tylko dla bardzo wnikliwych czy wybrednych widzów.

Lubię (niezobowiązująco) porównywać Dzwonnika z Notre Dame i Króla Lwa. Możliwe, że to dwa najwybitniejsze klasyki Disneya. To tak jakby postawić naprzeciw siebie, proszę o powagę, Batmana i Supermena. Jim Lee narysował kiedyś tych dwóch bohaterów (sami zobaczcie na angielskiej Wikipedii) w bardzo interesujący sposób. Okazuje się, że Gotham City i Metropolis są, w pewnym sensie, tym samym miastem (nie zapominajmy przy tym o swego rodzaju nacjonalizmie Nadczłowieka i gotycko-szaleńczej wizji świata Człowieka-Nietoperza). Być może podobna zależność występuje w disnejowskim duecie.
Mam wrażenie, że tak wiele jest jeszcze na ten temat do powiedzenia (nawet kiedyś Was tym straszyłem), ale nie opuszcza mnie też świadomość, iż bez wprowadzenia pewnego porządku, systematyzacji, rozważania takie jak te są tylko luźnymi refleksjami, być może w jakimś stopniu błędnymi, choć zwracającymi uwagę na szczegóły, których rozpatrzenie zapewne uzdrowiłoby mylne przekonania.

Pozostała jeszcze jedna kwestia. Dzwonnik z Notre Dame to przemyślane dzieło. Może dziwić zachowanie Frolla, który po dokonaniu morderstwa oznajmia, iż sumienie ma czyste. W teologii katolickiej o grzechu decyduje właśnie sumienie – jeśli dokonano czegoś w zgodzie z nim, nie był to grzech, bez względu na rodzaj czynu (a ściślej: zło pozostaje złem, które jednak nie może być przypisane danej osobie). Archidiakon napomina wszelako Sędziego, dając do zrozumienia, że sumieniem nie można manipulować, co dotąd Frollo, jak mu się wydawało, czynił (a faktycznie tylko przerzucał odpowiedzialność z rozumu na elastyczne emocje).

Na początku filmu pojawia się scena, w której Archidiakon okazuje się być postacią odgrywaną przez Klopina (co widać w blasku błyskawicy). To interesujący zabieg, który można byłoby, chyba, wykorzystać lepiej. W angielskiej wersji obie te postacie nie mówią jednocześnie, za to Klopin komentuje. W polskiej, w czasie uderzenia pioruna krzyczą obaj. Wydaje mi się, że osiągnięto by co najmniej równie dobry efekt, gdyby usunięto wstawkę Klopina: „krzyknął Archidiakon”. Ale obecna wersje nie jest wcale zła.

Bardzo lubię ten film, być może najbardziej ze wszystkich (biorąc pod uwagę moje nim zainteresowanie i nie tylko). Nie może to jednak przysłonić faktu, że jest tam wiele elementów, które obiektywnie zasługują czy to na pochwałę czy krytykę.
Zarzucano, że disnejowski Dzwonnik z Notre Dame znacząco odbiega od książkowego pierwowzoru. Nie mogę się z tym zgodzić dlatego, że po pierwsze bardziej adekwatna jest tu fraza „subtelnie nawiązuje” niż „znacząco odbiega”, a po drugie stanowi to nie ułomność tego utworu, ale jego siłę, wskazującą kolejne źródło kontekstów.
Avatar użytkownika
Semmko
 
Posty: 213
Dołączył(a): Śr lip 30, 2008 5:57 pm
Lokalizacja: Kraków
Imię: Ziemek
GG: 0

Re: Dzwonnik z Notre Dame

Postprzez jupix » Pn sty 18, 2010 5:25 pm

Dla mnie animacja jest po prostu genialna. Wielokrotnie widząc z bliska Notre Dame zachwycałem się szczegółami jakie są zawarte w filmie. Każda kolumna, figura. Po prostu majstersztyk!
Muzyka i piosenki może nie są najlepsze w historii Disneya, ale może dlatego, że oprócz komentarza dla akcji także posuwają ją naprzód i dopowiadają to czego postacie nie mówią (stosunek Frolla do Esmeraldy).
Fabuła? Podobno film bardziej podoba się tym, którzy nie czytali książki, ale tak samo jest w przypadku Harrego czy Bridget Jones.
Cenię ten film też za to, że bez ogródek i dwuznaczności pokazuje brak tolerancji dla ,,innych" czy pokusy seksualne Frolla. I mimo, iż nie jest to już film dla wszystkich to lepsze to niż podteksty i dwuznaczności, które znamy ze współczesnych filmów.
600 postów w 6 lat, dwudziestka na karku, ale miłość do Disneya - dozgonna!
Avatar użytkownika
jupix
 
Posty: 622
Dołączył(a): Pn cze 16, 2008 2:37 pm
Lokalizacja: Częstochowa
Imię: Wojtek
GG: 0

Re: Dzwonnik z Notre Dame

Postprzez Maciek! » Pn sty 18, 2010 10:07 pm

Ja mam z Dzwonnikiem mieszane uczucia... Odkładam na bok, że bardzo odchodzi od książki – Herkules ma się ni-jak do greckiej mitologii, a Pinokio do swego pierwowzoru literackiego... to, że adaptacja nie trzyma się pierwowzoru nie wadzi mi pod warunkiem, że autorzy mają w zamian coś ciekawego do zaoferowania. No, cóż... Tak i nie.
Z jednej strony całość wizualnie przepiękna, miejscami dosyć mroczna (kocham pierwsze 5 minut pokazujące przeszłość Quasimodo i Frollo) i brutalna, poruszająca (jak na film Disneya) dosyć poważne tematy i ma ze dwie naprawdę przepiękne piosenki...
Z drugiej strony mamy te @#$%^&@$%@# gargulce... Rozumiem, że zamierzeniem autorów było, że istnieją one tylko w wyobraźni naszego bohatera (czego niestety się konsekwentnie nie trzymają, gdyż kilkakrotnie interweniują w wydarzenia bez jego uczestnictwa), ale za bardzo nie pasują mi do klimatu historii. Wciskają je gdzie tylko się da by wprowadziły nieco humoru i przyćmiły „mrok historii” i niestety efekt jest marny bo dla dorosłego widza są po prostu drażniące, za bardzo odciągają uwagę od naszego głównego bohatera Quasimodo (Definitywnie lepiej mogli by pokazać jego samotność jakby... Bo ja wiem? BYŁ SAMOTNY!!! A nie otoczony bandą żarcikujących wesołków!) i prawda jest taka, że gdyby je sobie odpuścili większość scen miałaby zupełnie inny wydźwięk. Naprawdę szkoda, że tak się nie stało bo całość wygląda jakby twórcy sami nie wiedzieli czy chcą robić film pod dorosłych czy pod dzieci i dosyć nie równo mieszają wątki aby zadowolić obie strony... Piosenka gargulców też taka niezbyt.... Zresztą poza nią ze dwie piosenki (nie pamiętam tytułów) które za bardzo „ucukrzają” klimat filmu.
Definitywnie film by się prezentował lepiej gdyby studio spróbowało zaryzykować i dla odmiany zrobić coś pod nieco starszego widza.... Nie bez przesady, się rozumie – ale ograniczenie piosenek i wykopanie/ograniczenie gargulców może by pomogło.
No i nie wiem czemu ale jest coś strasznie nie satysfakcjonującego w tym zakończeniu, że Quasi i Esmeralda jednak nie będą razem... Jak już mają żyć to mogli polecieć po całości ;)
Avatar użytkownika
Maciek!
Dr Moderator
 
Posty: 1221
Dołączył(a): So lis 20, 2004 10:23 pm
Lokalizacja: Memoriałowo!

Re: Dzwonnik z Notre Dame

Postprzez Jupiter » Wt sty 19, 2010 3:55 pm

Film ostatni raz oglądałem dość dawno, ale nie wątpliwe zaliczam do moich ulubionych. Mimo, że jest płytszą wersją książki. Gargulce denerwowały mnie tak samo jak służba w Pięknej i Bestii. Quasi w tym filmie był stanowczo zbyt wesoły, co jeszcze podkreślał jego fatalnie dobrany głos w polskiej wersji. Muzyka pamiętam, że podobała mi się aczkolwiek nie pamiętam wszystkich piosenek. Modlitwa Esmeraldy i Z dna piekieł... cud i miód. Faktycznie można było odnieść wrażenie, że twórcy chcą stworzyć film dla starszej widowni, ale boją się ryzykować i odbiegać od starego stylu. Powstała w efekcie taka hybryda. Wytwórnia raczej uznaje tego filmu za udanego. Film już prawie zapomniany w mediach, a na Wydanie Specjalne będziemy pewnie czekać w nieskończoność, aż Dumbo wydadzą jeszcze z 10 razy. Zakończenie właśnie podobało mi się. Wydaje mi się bardziej realistycznie, niż gdyby Esmeralda miałaby z Quasim. Z resztą motyw piękna ona zakochuje się w brzydkim nim widzieliśmy już w Pięknej i Bestii.

Sequel pozostawię bez komentarza...
Avatar użytkownika
Jupiter
 
Posty: 108
Dołączył(a): Śr lip 25, 2007 1:43 pm

Re: Dzwonnik z Notre Dame

Postprzez jupix » Cz sty 21, 2010 2:13 pm

Maciek! napisał(a):No i nie wiem czemu ale jest coś strasznie nie satysfakcjonującego w tym zakończeniu, że Quasi i Esmeralda jednak nie będą razem... Jak już mają żyć to mogli polecieć po całości

Przypomnę ci film z 1985 roku. Taran i magiczny kocioł - mroczny, bez piosenek, bez ucukrzania, ze świetną animacją i ze stratami na koncie.
Maciek! napisał(a):No i nie wiem czemu ale jest coś strasznie nie satysfakcjonującego w tym zakończeniu, że Quasi i Esmeralda jednak nie będą razem... Jak już mają żyć to mogli polecieć po całości

Sądzę, że padłyby wtedy zarzuty o infantylny happy end.
600 postów w 6 lat, dwudziestka na karku, ale miłość do Disneya - dozgonna!
Avatar użytkownika
jupix
 
Posty: 622
Dołączył(a): Pn cze 16, 2008 2:37 pm
Lokalizacja: Częstochowa
Imię: Wojtek
GG: 0

Re: Dzwonnik z Notre Dame (1996)

Postprzez izaulka » Pn gru 16, 2013 2:56 pm

Broniłam się przed tym filmem jak mogłam. Leciał na Polsacie - przegapiłam. Kiedy chciałam obejrzeć wszystkie filmy z renesansu - stwierdziłam, że ten sobie odpuszczę. Jak bardzo się myliłam. Większość z was narzeka na kiepski sequel, ale to on przekonał mnie do poświęcenia czasu na "Dzwonnika". Chciałam się dowiedzieć jak wielka przepaść dzieli jedynkę i dwójkę :wink: Czytałam trochę przed seansem, nastawiłam się na film dla dojrzalszych widzów z irytującymi sidekickami. I co otrzymałam? Świetną rozrywkę (nawet z gargulcami, ale o nich za chwilę). Główny bohater jest sympatyczny, ale jak na protagonistę pojawiał się dość rzadko. Dość ciekawe posunięcie - dla mnie trafione, bo zamiast skupiać się na przeżyciach wewnętrznych bohatera dostajemy wartką akcję. Quasi często był niezdecydowany, ale to akurat można usprawiedliwić przywiązaniem do Frolla (relacja między nimi jest wiarygodna i interesująca - widać oziębłość ze strony "pana" i ciągłe wymaganie wdzięczności). Frollo! Świetna postać, najlepszy czarny charakter Disneya. Charyzmatyczny jak mało kto. Owszem jest bezwzględny i zły, ale działa według własnego kodeksu moralnego (niezgodnego z ogólnie przyjętymi normami) i jest pewny swoich racji. Jest bezlitosny na ekranie, jesteśmy świadkami jego zepsucia. Ukazanie w filmie Disneya jego stosunku do Esmeraldy było bardzo odważne, ryzykowne, ale pokazało motywy Frolla. Dzieci i tak nie domyślą się o co chodzi, a dorośli dostaną portret psychologiczny jednej z najbardziej skomplikowanych postaci. Wspomniałam o wartkiej akcji - postanowiłam nie czytać książki (takiego streszczenia filmu z Klubu Książki Disneya) przed obejrzeniem filmu i dzięki temu byłam bardzo przejęta tym, co działo się na ekranie. Gargulce nie były aż tak denerwujące - no dobra, obniżały powagę filmu, ale były odskocznią od ciężkich tematów. Piosenki były fajne, ale nie mogę sobie przypomnieć melodii żadnej z nich :( Muszę się z nimi osłuchać, ale już mam faworyta - "Z dna piekieł".
Spoiler:
Jeden z najlepszych filmów Disneya (przynajmniej na chwilę obecną, muszę go jeszcze raz obejrzeć, żeby wyrobić sobie o nim pełne zdanie). Perełka renesansu.
izaulka
 
Posty: 246
Dołączył(a): Śr sty 16, 2013 5:28 pm
Imię: Iza
GG: 0


Powrót do Filmy

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron